wtorek, 6 grudnia 2016

Zrobić hipotezę...

Chwile...

Mama szukała wszędzie swoich butów. Znalazła je na dworze.
- Filip! To twoja sprawka, że moje buty wywędrowały na dwór.
- Zrobiłaś dobrą hipotezę mamo.

poniedziałek, 5 grudnia 2016

Jastrząb poluje, czyli mamy ochotę na Zaciurę

            Napadało śniegu. Na balkon wystawiliśmy karmnik z ziarnem słonecznika. Przylatują do nas bogatki, modraszki, wróble zwyczajne i mazurki. Czasem pojawił się dzwoniec. Tak sobie siedzimy w naszym saloniku i obserwujemy ptaki. Za oknem śnieg, a u nas przytulnie i cieplutko. W karmniku zwykle jest bardzo gwarno. Sikorek zatrzęsienie. I prawie pięć kilo słonecznika już poszło. A dzisiejszego ranka kręciło się całe stadko dzwońców chetnych na nasz słonecznik. Z kolei na nie chętny był jastrząb... 





Iście jak ze stron  Zaciury. Obserwując za oknem takie wydarzenia, nie sposób było nie zajrzeć do "zimowych rozdziałów" Czyżyka i spółki. Od rana wzięliśmy się za czytanie. Lech  Zaciura- wielbiciel ptaków i wytrwały ich obserwator (już nieżyjący) pokazuje ptaki bardzo prawdziwie, tak jak naprawdę zachowują się w przyrodzie. Przybliża dzieciom (i nie tylko)  gatunki ptaków, które możemy obserwować cały rok w Polsce. Rozdziały podzielone są na miesiące, a sfabularyzowane opowieści o ptasich bohaterach rozpoczynamy od grudnia, gdy to człowiek wystawia karmnik... Zaraz pojawiają się bogatki, modraszki, kowaliki, dzwońce,makolągwy, czubatki, sosnówki, jemiołuszki, gile, dziecioły, szczygły, czyżyki, trznadle i grubodziób. Jednym słowem porządna dawka wiedzy o ptakach i ich zwyczajachn ubrana w zabawne i ciekawe  historyjki. O ptakach w ten sposób może pisać tylko ich wielbiciel.



W lutym Jastrząb poluje! Jak dziś u nas za oknem. Historyjka u Zaciury, jak wszystkie inne, ma  pozytywne zakończenie.  Drapol przenosi się na pole polować na nornice.



 Zachwycające są również ilustracje Andrzeja Kłapyty.




















środa, 30 listopada 2016

Wrażenia po lekturze...

Wczoraj wieczorem skończyliśmy czytać Gofrowe serce M. Parr. Po lekturze pytam:
-Która z przygód Leny i Kręciołka Wam się najbardziej podobała?
-Wszystkie! - krzyczy Filip.
-Mnie też! - dodaje Miki.
-Nie wybieraj tego samego co ja! - odpowiada oburzony Filip.

O Gofrowym sercu można poczytać O TUTAJ




piątek, 25 listopada 2016

"Ja i moja siostra Klara" D. Inkiow, J. Mahboob

         Znacie to uczucie, gdy książka tak nas wciąga, że nie wiadomo, kiedy minął dzień (albo, że to już dzień), że nie czuje się głodu, że się przepada całkowicie...

         Mam wrażenie, że takiego poczucia doświadczył mój czteroletni Filipinek. Tylko, że on nie czyta a słucha audiobooka. Pierwszego dnia słuchał do północy!!! Dwa razy pod rząd. Kolejnego dnia tylko wstał i słuchał. Jak zaczorowany!!!

To Ja i moja siostra Klara  tak na niego podziałały. Zresztą nie tylko na niego, bo i Miki, i mama są zachwyceni :).










         Klara i jej młodszy brat to nietuzinkowe rodzeństwo. Codzienność potrafią zmienić w fascynujące przygody. Pewnego razu przemalowali  połowę psa Wąchacza na blond, pozostałą część na czarno. Pół na pół, bo Wąchacz należy po równo do Klary i jej brata. Troszczą się o gości mamy i zjadają torta (A wtedy ciotki zatrują się i umrą... I to na naszej kanapie, po kolei, jedna po drugiej), bo w razie gdyby był zepsuty, mógłby zaszkodzić ciotkom. Hojnie częstują rybki cioci Emmy parówkami, bo dlaczego miałyby tylko ciągle jeść pchły wodne? Albo czemu nie zorganizować pchlego cyrku? Samo poszukiwanie pcheł to już jest wyzwanie. Troszczą się również o wujka Toniego, którego żona ciągle robi się większa i większa. Muszą ją odchudzić.


        Ja i moja siostra Klara  to ciepłe, prześmieszne dialogi, zabawne sytuacje  i niesamowite pomysły Klary i jej brata. Czy książka czy audiobook wciągnie każdego...  W interpretacji Moniki Pikuły pozostaje tylko słuchać i słuchać...
     

(Zdjęcie zaczerpnięte z Internetu)

Dimityr  Inkjow to już nieżyjący bułgarski pisarz i dyrygent. Mieszkał i tworzył w Niemczech. Napisał około 100 książek dla dzieci. Seria opowieści o Klarze i jej bracie stała się najsłynniejsza. W Polsce wydaje ją wydawnictwo Tatarak. Dostępna również w formie audiobooków.
  
W polskim wydniu ukazały się:
Ja i Klara i jamnik Wąchacz
Ja i moja siostra Klara
Ja, Klara i zwierzaki
Sto pociech z Klarą
  
Przedsmak kolejnych części:

Klara twierdzi, że ten marynarz musiał być chyba piratem, bo – niestety – Pippo czasem okropnie przeklina.(…)
Skierowałem się prosto do Pippo.
- Kraaaa! Jak leci! Kraaa? – skrzeknęła Pippo na mój widok.
- Powiedz no, Pippo, czy ty jesteś chłopcem czy dziewczyną? – spytałem uprzejmie.
- Kraaaa! Jak leci? Kraaaaaa?
- Dziękuję, u mnie wszystko w porządku. Ale jesteś chłopcem czy dziewczyną?
- Zakuty łeb! Zakuty łeb! Kraaaaa! – wrzasnęła papuga.

sobota, 19 listopada 2016

Alfabet reż. E. Wagenhofer

    



        Na ten film czekałam od dawna. W końcu jest, dotarł!!! I choć dziś miałam ręce pełne roboty, bo przygotowywałam przyjęcie urodzinowe Kacperka, to nie mogłam się oprzeć pokusie... Moje biuro, moja pracownia jest w kuchni :). Da się myć gary, piec ciasto i słuchać o tym, co mnie pasjonuje :).


     Jestem zachwycona. Wspaniały film ukazujący wiele aspektów wspólczesnej edukacji. To zestawienie nieszczęśliwych chińskich dzieci  (którzy nawet nie dosypiają, by biec w wyścigu, którzy są naciskani przez wszystkich, łącznie z rodzicami) z rodziną   Arno Sterna, robi wrażenie. Niemal jak być i nie być. Czym nas karmi współczesny świat? Kariera, władza, konsumpcjonizm. Bieg na  oślep niemal od kołyski. W Chinach zaczyna się od przedszkola.  I po drugiej stronie niezwykle mądry człowiek. Z każdego zdania, które wypowiadał, wypływała ogromna mądrość, miłość do dzieci, zaufanie w ich niepowtarzalny, indywidualny rozwój i przeogromny szacunek, które to nie pozwoliły mu i jego żonie, zamknąć własnego syna w szkole. (O Andre pisałam TUTAJ). Tym samym uczynili go szczęśliwym człowiekiem, którego życie jest pełne pasji. Nie wie, co to rywalizacja, nic nikomu nie musi udowadniać. 








       Mało tego, Arno pracuje z dziećmi i z dorosłymi od 60 lat. Oczywiście poza systemem. Dociera do wszystkich poprzez malarstwo (przychodzą do niego dorośli i mówią, że czas, w którym jako dzieci malowali pod jego okiem, wpominają jako najcudowniejszy okres dzieciństwa) . Arno zauważa, że po zetknięciu ze szkołą w pracach dzieci pojawia się coś wyuczonego. Dzieci przestają być spontaniczne. Zaczynają wykonywać zadania, by uszczęśliwiać dorosłych i spełniać ich oczekiwania.
   
Dziecko może zrobić, co chce.  A chce robić tylko to, co potrafi. To naturalna droga rozwoju dziecka. Ale rozwój ten jest tylko możliwy u dzieci, którym pozostawiono tę swobodę. Na pewno nie u dziecka uczonego według programu. To najgorszy sposób wychowywania dzieci. Wpajanie im, że nic nie osiągną samodzielnie, jeśli się bardziej nie wysilą. 



Koniecznie muszę obejrzeć film jeszcze raz i w swoim kajeciku spisać wszystkie wypowiedzi Arno jako złote myśli.
       Co jeszcze zrobiło na mnie wrażenie? List niemieckiej  zdesperowanej licealistki. Z przyjemnością również słuchałam wypowiedzi Geralda Huthera, którego książki miałam okazję czytać. W filmie został ukazany także Pablo Ferree, pierwszy Europejczyk z zespołem Downa, który ukończył studia. Niezwykle pozytywna postać. Rozbawił mnie zdaniem:

Wierzę w swoje umiejętności, więc pruję przed siebie.

O Pablo jest nakręcony film "Ja też", na który poluję od jakiegoś czasu.


            Alfabet nie jest nowym filmem. I zapewne większość już go widziała. Ale,  Ci którzy nie mieli jeszcze takiej okazji, zachęcam. Oczy po obejrzeniu filmu, otwierają się coraz szerzej...

Zdjęcia z kadrami z filmu pochodzą z nieprzepastnych zasobów Internetu.

poniedziałek, 14 listopada 2016

Gramy w najlepsze memo pod słońcem...

       

        Odkąd odkryliśmy grę edukacyjną Ptaki. Świat wokół nas i Drzewa. Świat wokól nas wyd. Jacobsony, pokochaliśmy zabawy w memo. Chłopcom tak bardzo się spodobało, że zostały dokupione kolejne pudełka: Ryby, Kwiaty polne i Owady. Brakuje nam tylko Grzybów, o które zabiega Mikołaj, bo oczywiście koniecznie musi mieć całą kolekcję. Nie ma dnia/wieczoru, by gra nie poszła w ruch. Piękne opakowania, śliczne ilustracje zachęcają do zabawy. Świetny pomysł dla całej rodziny, bo gra  nadaje się dla tych najmłodszych, jak i najstarszych. Serio! Nasz dwuletni Kacperek ciągle rwie się do przeglądania i układania tafelków (zwłaszcza z ptakami). A ja też nie muszę się zmuszać do gry... :) Jakoś w świat owadów i kwiatów nigdy specjalnie nie wnikaliśmy, teraz mamy okazję do zapoznania tyyyyluuu gatunków. Z kolei przyjaciel Mikołajka bardzo ucieszył się z ryb, bo jest małym fascynatem tych stworzeń.

       Wiecie co... nawet jak gram z czteroletnim Filipem, to wcale nie muszę dawać mu folgi, by wygrał.... O Mikołaju nie wspomnę. Dzieci w memo są najlepsze!!! Gwarantuję, że pochłąną wszystkie 20 gatunków ptaków po kilku seriach gry :). Same korzyści.

       Po takim memo nie sposób nie opanować nazw ptaków, grzybów czy drzew. Akurat w dziedzinie ptaków u nas ogromne zainteresowanie, to przydałby się kolejne części. A Miki pytał, czy nie ma dinozaurów (tu delikatna sugestia dla wydawnictwa :)). Wspaniały jako prezent pod choinkę. Cudne są te gry :).

































Każdą zdobytą parę oczywiście za każdym razem należy przeliczyć!




Kacper jest w swoim żywiole!!!

środa, 19 października 2016

Jak zachęcić dzieci do czytania książek???



 
Co zrobić, żeby nasz mały zajączek przybiegał do nas z książką, gdy my jeszcze śpimy :)? Jak sprawić, by nasz umiejący czytać starszak wybrał książkę zamiast komputera? 
Zostałam kiedyś zapytana, co zrobić, by nastolatek zechciał zacząć czytać książki? Pierwsza myśl, która mi się nasunęła, to przecież trzeba było zacząć od kołyski, że z mlekiemmatki, wtedy nie byłoby problemu... czym skorupka nasiąknie... Ale! potraktowałam to jako wyzwanie... spróbujcie doczytać do końca, to zobaczycie, jakiej rady udzieliłam :).

 Przykład idzie z góry, bez dwóch zdań. Jeśli chcemy, by czytanie książek było czymś naturalnym, sami musimy czytać. To trochę taki banał, bo czasem mimo wszystko dzieci kręcą nosem na widok książki.


Sprawa jest prosta jak drut w przypadku naszych najmniejszych pociech. Im młodzsze dziecko, tym łatwiej. Czasem do tego stopnia, że wręcz dosłownnie nasz dzieciaczek "pożera" książki":). I aby jakieś egzemplarze się ostały, trzeba je chronić przed śliniącymi się żarłokami. Wystarczy odpowiednio przygotować otoczenie dziecka. Pozbyć się z widoku tych grających, przewalających się pod nogami, które wiele nie wnoszą w rozwój dziecka, gratów. Oczywiście na rzecz książek. Warto jest kupować dzieciom książki, aby miały je na własność. Myśl rozwinę szerzej za chwilkę.

W przypadku maleńkich dzieci mogą to być książki kartonowe, które przedstawiają wiele szczegółow, drobiazgów.









Fajne są też książeczki, z krótką fabułą. Mały zając wszystko chwyci: i książki o pojazdach, o zwierzętach, lesie, strażakach, dinozaurach, średniowiecznym świecie... Wszystko! :) Osobiście preferuję książki, które mają bardzo realistyczne ilustracje.









































Jeśli widzimy, że dziecko potrafi się skoncentorwać nad fabułą, przejdźmy do książek z coraz dłuższą fabułą. Nie bójmy się trzylatkowi czytać książek, które zdaniem wydawcy przeznaczone są dla pięcio czy sześciolatka. Mój cztroletni Filip słucha wszystkich książek, które czytam Mikołajowi. Z sentymentem też wspominam miłość Mikołaja do orangutana Happy ze "Zwierzaków świata" Martyny Wojciechowskiej . Jak chcesz przeczytaj o tym tutaj. Tak bardzo się przejął losem małpki, że nie rozstawał się z książka, nawet z nią spał. Jak miło to wspominam...

I tu nasuwa mi się kolejna uwaga. Samo czytanie jest ważne, nie może być monotonne i nudne (jak Happy rozpaczał za swoją mamą!), że chyba chcemy uśpić dziecko, to wtedy nawet zalecane. Naśladujmy głosy, trzeba płakać, płaczmy, trzeba krzyczeć, krzyczmy, straszyć straszmy :). Niech w ruch pójdą pacynki i maskotki, bo czytanie to świetna zabawa!!!



Nie zdziwmy się wtedy, jak maluszek będzie nam znosił książeczki ze swojej półeczki. A jeśli dzieci mamy więcej, to przygotujmy się na kłótnie, która pierwsza ma być przeczytana.

A co w przypadku starszych dzieci??? Tych niechcących czytać nastolatków??? Może trochę trudniej, ale nic do stracenia. Czasem zaczynamy czytać z własnej woli, gdy nam nikt nie nakazuje, więc nie przekreślajmy czytelnictwo naszego robaczka.

Jeśli dziecko nie chce czytać książek, czytaj mu TY, Drogi Rodzicu. Zmuszaniem, niestety, sprawy nie załatwimy, a nawet uzyskamy efekt odwrotny. To my musimy czytać dzieciom głośno!!!!

Głośne czytanie jest zarezerwowane dla dorosłych!!! W czytających na głos dzieciach, wyrabia się "wewnętrzny lektor" i spowalnia się czytanie, dziecko skupia się na werbalizacji, a nie na treści.


Niezależnie, jak małe czy jak duże jest Twoje dziecku Drogi Rodzicu, czytaj!!! Nawet gdy ma 13 lat!!! Czytanie wzmocni waszą więź, i nadal będzie wpływało na rozwój emocjonalny i intelektualny dziecka. A jeśli chcesz zachęcić dziecko i do samodzielnego czytania, a ono się wzbrania, poszukaj ciekawych i wciągających książek zgodnie z zainteresowaniem Twojego dziecka. Można sięgnąć po klasykę: Tomka Sawyera, ukochaną Anię z Zielonego Wzgórza. Nawet taką, która wzrusza do łez: Bracia Lwie serce czy Ronja. Albo która porusza kontrowersyjne tematy... Warto rozejrzeć się i poszukać niekoniecznie tylko lektur.

I tu zastawmy pułapkę na dziecko... Czytajmy, czytajmy, a w najciekawszym, w najbardziej emocjonującym momencie przerwijmy (bo tam coś kipi, ktoś dzwoni, czy coś). Poszukajmy też dla naszego dziecka książki, która poszerzy jego zainteresowania. Krzyś lubi motocykle, to niech na urodziny dostanie jakąś techniczną książkę, albo o ptakach, albo o szyciu sukienek :).


Innym razem w rozmowie z tatą powiedzmy głośnym szeptem, tak żeby niby nasza pociecha nie słyszała, a usłyszała, że kupiliśmy nową świetną książkę, ale chyba się rozmyślimy i jej Kasi nie przeczytamy, bo ta książka porusza trudne tematy, może nasza Kasia jeszcze za mała, może nie powinna o tym czytać..., bo książka jest taka smutna, przerażająca, że chyba lepiej ją zwrócić... A potem niechcący zostawmy książkę w salonie otwartą na najciekawszym momencie. Ciekawe, czy rybka chwyci za haczyk???

Dalej, kupujmy te najlepsze, najciekawsze, najpiękniej wydane książki dzieciom na własność. Wiem, bardzo dobrze, że są drogie, ale to jedna z lepszych isnwestycji. Sama muszę mieć na własność książkę, którą lubię. Warto pamiętać, że książki są jak przyjaciele, łatwo się do nich przywiązać.


A jak jest u Was? Proszę podzielcie się swymi uwagami w komentarzu. Może macie jakieś swoje sposoby na zmotywowaniu dzieci/młodziezy do czytania :). A może macie takie pewniki, które dziecko z pewnością zainteresują :)

niedziela, 16 października 2016

Bity inteligencji

Czy wiesz, że każde dziecko posiada pamięć fotograficzną, która nierozwijana zanika między trzecim a szóstym rokiem życia? Najprostszym sposobem na rozwijanie pamięci  fotograficznej są bity informacji/inteligencji. Nie zajmują dużo czasu, a są świetną zabawą dla dziecka i rodzica.

 

Wiedzę encyklopedyczną można dziecku podawać w sposób prosty i przyjemny, dzięki czemu  w mózgu stworzy się siatka wiedzy. Możemy dziecku podawać informacje ze świata muzyki, malarstwa, chemii, geografii, biologii i co nam tylko przyjdzie do głowy.  Na prezentację nadeje się każdy temat, który może być przedstawiony za pomocą krótkich informacji. Swojego czasu Filip z Mikołajem ciągle oglądali układ pokarmowy. Aktualnie Kacpra nic nie interesuje tylko ptaki :).

 

Informacja, którą podaje się dziecku powinna być maksymalnie skrócona. Nie możemy pokazywać na jednym slajdzie dwóch np.gatunków ryb. Poszukajmy zdjęcia, na którym jest jeden gatunek. Opis też powinien być podstawowy, maksymalnie skrócony - słowo lub dwa. Nie może to być całe zdanie. Dobrze jest zacząćod tego, co zaciekawi dziecko, czym się interesuje. W przypadku maluszków temat jest dowolny. Potem dziecko samo da znać, co chce oglądać. Slajdy pokazujemy bardzo szybko, tyle ile potrzebujemy czasu na przeczytanie. Nie można się zatrzymywać i opowiadać o zdjęciu, bo zanudzimy dziecko.

 

Później po wprowadzeniu takich bitów informacji możemy tworzyć i przekazywać dziecku programy wiedzy, o czym będzie innym razem.

 

A tu Kacperek i bity informacji:



 

piątek, 7 października 2016

II Europejskie Dni Ptaków

Europejskie Dni Ptaków to coroczna impreza organizowana w pierwszy weekend października, podczas której krajowi partnerzy światowej federacji BirdLife International (w Polsce – Ogólnopolskie Towarzystwo Ochrony Ptaków - OTOP) pragną zwrócić uwagę ludzi na jeden z największych spektakli w świecie przyrody – jesienną wędrówkę ptaków. 
W pierwszą sobotę i niedzielę października w całej Polsce wolontariusze OTOP zapraszają do udziału w bezpłatnych wycieczkach, w trakcie których wszyscy wspólnie obserwują i liczą ptaki, a przewodnicy dzielą się z uczestnikami swoją wiedzą. Wyniki za pośrednictwem specjalnego formularza trafiają do centrali OTOP, a stamtąd do europejskiego koordynatora. (http://otop.org.pl/obserwacje/wlacz-sie/europejskie-dni-ptakow/)

I my w tym roku wzięliśmy udział (to znaczy mama i Mikołaj z racji tego, że trzeba byłu bardzo wcześnie wstać).  Pogoda była przepiękna. Wspaniale spędzony czas :) Poznaliśmy ludzi z pasją, przyrodników, którzy mają ogromną wiedzę i się nią dzielą. Miedzy innymi dowiedzieliśmy się, że u sikorek bogatek występuje dymorfizm płciowy i wiemy, jak odróżnić samiczkę od samca. Miki zachwycił się myszołowem, widzieliśmy tropy lisa, borsuka i jelenia.
Podczas spaceru pojawiło się aż 21 gatunków: sikora czubatka, sikora modra, sikora czarnogłówka, sikora uboga, mysikrólik, łabędź niemy, kaczka krzyżówka, gęś gęgawa, dzięcioł duży, pierwiosnek, potrzos, mazurek, kowalik, sroka, myszołów, sójka, czapla siwa, trznadel, grzywacz, sierpówka, zięba. 
 
 
 

 


 
 


 
 

środa, 28 września 2016

"...I nigdy nie chodziłem do szkoły" Andre Stern

  




    ...I nigdy nie chodziłem do szkoły  to opowieść Andre Sterna o dzieciństwie pełnym pasji, odkrywaniu świata. Zniezwykłym zaangażowaniem zagłębiał się w technikę repusowania, wsiąknął w fotografię, chłonął niezliczone ilości książek, oddał się kolejnictwu, zgłębiał wiedzę o motoryzacji. Interesował się również Egiptem i hieroglifami, polityką, językami obcymi, algebrą, teatrem. Gitara, muzyka i budowa instrumentów to jego świat. Jeśli w kilku słowach zdefiniować by jego dzieciństwo, to można by było napisać: zapał, niegasnąca ciekawość,  sielskość, zachwyt. Niewiarygodne... Na uwagę zasługuje również postawa jego rodziców. Z miłością i ufnością patrzyli na jego rozwój. Stworzyli mu takie warunki, by mógł w pełni rozkwitnąć. Nie naciskali, nie chwalili, nie rozpaczali. Ufnie obserwowali i wspierali poprzez dostarczanie  obiektów zainteresowań chłopca.  Rodzice nawet nic sobie z tego nie robili, gdy Andre w wieku ośmiu lat nie czytał zbyt dobrze (wyrazy rozszyfrowywał już w wieku trzech lat, później nauka czytania stanęła na długo w w miejscu, by w odpowiednim momencie ruszyć z kopyta). Szkoła takiego ucznia z pewnością oetykietowałaby odpowiednią etykietą, sypałyby się gromy na dziecko i rodziców. A ze strony rodziców Andre spokój, codzienne życie i zaufanie. Jednym słowem rozwój Andre przebiegał w zupełnie indywidualny sposób, rodzice podążali za nim fundując swojemu synowi niesamowite i pełne pasji dzieciństwo. Andre pisze, że poznał, czym jest stres, gdy był już dojrzałym młodzieńcem i musiał się wyrobić z projektem na czas (zawsze wszystko, co robił i robi wynikało z jego pasji i sprawiało i sprawia mu radość). Nie muszę pisać dla porównania, co się dzieje już w pierwszej klasie... w systemie szkolnym.

Dowód na mądrość taty Andre :) :

"Proszę rozmawiać po angielsku z moimi dziećmi".  David bez chwili namysłu odmówił; "Nie, nie. Nie jestem nauczycielem angielskiego!. "Dokładnie, właśnie dlatego jestem zainteresowany", odrzekł tata".




Już się nie mogę doczekać, kiedy dzieci zasną :), bo doczytuję książkę, a Andre odpowiada na takie pytania/zagadnienia:
Kompetencje społeczne i inne dzieci
Pobudki kierujące moimi rodzicami
Odcięcie pępowiny i kryzys dojrzewania
Wejście w życie zawodowe
Stosunek jakości do ceny
Za i przeciw-dyplomy
Marzenia rodziców
To nie jest ścieżka dla każdego
Garść błędnych opinii
Natychmiastowa likwidacja obowiązku szkolnego dla wszystkich 

Sama śmietanka mnie czeka...
Poczytajcie, co ma do powiedzenia Andre Stern, a jeśli już przeczytaliście, co myślicie o tej książce?