niedziela, 5 marca 2017

Z przyrodą za pan brat...



 Rozmowa niechcący/chcący zasłyszana (starsze kobiety):
-Ech, ten nasz Marcinek to taki chorowity.
-Bo go na dwór nie wyprowadzacie.

-Wiesz Marta go chroni, bo on taki delikatniutki, trochę zimnego powietrza złapie i zaraz chory.
-Kiedyś to dzieci cały czas spędzały na podwórku.
-Tego naszego to ciężko zachęcić... Złożyliśmy się na tablet, i Marek taki porządny mu kupił, jak tylko mały wróci z przedszkola, to tylko z tym tabletem siedzi...






Czytam właśnie Ostatnie dziecko lasu Richarda Louva (niedługo o książce będzie więcej, bo pozycja ŚWIETNA). Autor  wysuwa termin zespołu deficytu natury....


Jeden z amerykańskich badaczy zasugerował, że całe pokolenia dzieci nie tylko jest wychowywane w domu, ale także jest ograniczone do coraz mniejszej przestrzeni. Jane Clark (...) nazywa je "dziećmi z pudełka" - bo spędzają coraz więcej czasu na siedzeniach samochodów, wysokich dziecięcych krzesełkach, a nawet specjalnych krzesełkach do oglądania telewizji. Dzieci zabierane na dwór są umieszczane wewnątrz "pudełek" wózków i popychane przez spacerujących lub biegających rodziców. 

Książka błyskotliwa, przyjemnie się czyta, otwiera oczy na wiele kwestii związanych z przyrodą.







http://www.saternus.pl/
























Brak komentarzy:

Prześlij komentarz