Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Poradniki ze wskazówkami dla mamy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Poradniki ze wskazówkami dla mamy. Pokaż wszystkie posty

sobota, 4 sierpnia 2018

Fenomen Astrid Lindgren

        Obliczono, że ze wszystkich wydanych książek Astrid Lindgren można ustawić  175 wież Eiffla lub potrójnie opasać nimi kulę ziemską. Jej powieści przetłumaczono na 73 języki. Pokochały ją dzieci na całym świecie. W wieku 60 lat wspinała się na drzewo. Kim była Astrid Lindgren?

 



Astrid Lindgren.  O miłości do niej na naszym blogu już było, bo na mapie literatury dziecięcej jest ona fenomenem, brylantem, najjaśniejszą gwiazdą, zjawiskiem, więc nie sposób nie wracać do tej postaci i jej twórczości.

ASTRID LINDGREN dla mnie jest pisarką ponadczasową, fenomenalną i niedoścignioną. Tak pisać dla dzieci mógł tylko ktoś, kto znał, kochał i rozumiał dzieci przez całe swoje życie. Nawet już  będąc staruszką, nie zabrakło w niej dziecięcej wrażliwości. Miała także wybujałą wyobraźnię jak dziecko. Wykreować Pipi... mistrzostwo.

Astrid podarowała dzieciom na całym świecie najpiękniejsze prezenty, które można otwierać i otwierać, i otwierać.  I ja zostałam przez nią obdarowana. Ronja, córka zbójnika i Rasmus i włóczęga to książki mojego dzieciństwa, czytane z wypiekami na twarzy, gdy dzień zacierał się z nocą. Dziecięcia moje również prezenty od Astrid Lindgren ciągle otwierają. 

Kochają Madikę, Lottę, całe Bullerbyn,  no i oczywiście Emila, który na naszej czytelniczej liście od lat zajmuje pierwsze miejsce. Czytany od góry do dołu, od prawej do lewej i odwrotnie. Czytany do poduszki i zaraz po wstaniu. Nigdy do znudzenia. Wspaniały, wzruszający do łez, dający  ubaw po pachy, rodzinny, codzienny, refleksyjny, z troskami, radościami.


       Chylę czoła wyobraźni Astrid Lindgren za to, że powołała do literackiego świata tyle dziecięcych postaci, które stają się przyjaciółmi dzieci na całym świecie od wielu lat. A nawet odmieniają ich losy. (Do poczytania w książce o Astrid).


Mój podziw wzrasta tym bardziej, im bardziej odkrywam jej życiorys. Wydawałoby się, że wiodła szczęśliwe życie w Smalandii, pisała, obserwowała dzieci. Stała się sławna i jej życie jeszcze bardziej się poprawiło. Ale rzeczywistość nie była tak różowa. Z wyjątkiem dzieciństwa. Gdy śledzi się losy Astrid, zauważa się, że całą swą twórczość oparła na dzieciństwie. Ono stało się źródłem twórczej inspiracji, jak gdyby doświadczyła tylko tego okresu swego życia.


Sama Astrid nie kryła tego, że to właśnie szczęśliwe dzieciństwo, przepełnione poczuciem bezpieczeństwa i harmonii w chłopskim gospodarstwie w Nas, na skraju Vimerby w Smalandii było tym fundamentem  na całe życie. Razem z trójką rodzeństwa i rodzicami, którzy obdarowywali siebie i dzieci miłością, wzrastała w poczuciu wolności i bezpieczeństwa. Ilekroć opowiadała w życiu dorosłym o tych czasach, zawsze to był obraz utrzymany w jasnych barwach. Świat zabaw, doświadczania natury, życia rodzinnego, beztroskiej zabawy, przyjaźni, czytaniu książek, wysłuchiwaniu opowieści.




           Mamę Astrid, Hannę, dzieci darzyły ogromnym respektem. Nie obejmowało się jej i nie przytulało. Hanna zachowywała się w sposób typowy dla ówczesnego środowiska. To raczej ojciec, Samuel, przyjmował te nieliczne oznaki miłości i radości. Wykraczał swoją otwartością i czułością poza przyjęte ramy. Astrid opowiadała, że pamięta jedną jedyną sytuację, gdy przytuliła ją matka. Było to po jej długiej nieobecności w domu. Matka spontanicznie ją przytuliła, a Astrid sytuację tę zapamiętała do końca życia. Obraz rodzinny dopełnia rodzeństwo, z którym Astrid była bardzo zżyta. Gunnar i Ingegerd zmarli dosyć szybko, lecz pozostałe siostry do późnego wieku łączyła szczególna więź. 

      Okres bycia nastolatką w opowieściach Astrid Lindgren traci na blasku, aczkolwiek według mnie wyłania się całkiem ciekawy obraz dziewczyny z lekkim buntowniczym usposobieniem, trochę łobuziary, odważnej i niepoddającej się konwenansom. Jako pierwsza w Vimerby ostrzygła włosy na garsonkę. Ludzie podchodzili do niej na ulicy i prosili by zdjęła kapelusz. Chcieli zobaczyć jej fryzurę. Wywołało niemałą sensację w tak konserwatywnym środowisku. Nie przestrzegała wieczornych godzin powrotu do domu, lubiła tańczyć, kochała jazz, wywijała różne żarty nauczycielom. Jej przyjaciółką była Anne Marie, zwana Madicken, która pochodziła z dobrego domu, z tak zwanych "wyższych sfer". O ile okres bycia nastolatką w oczach samej Astrid, jest dużo mniej interesujący, to dalsze jej losy przynoszą wiele smutku, samotności i cierpienia.

Dopiero, gdy bardziej zagłębimy się w dorosły świat Astrid,  dostrzegamy w nim smutek, melancholię, mroczne cienie. Im dalej w życie, tym ich więcej. 


W 1926 roku w Vimerby stał się prawdziwy dramat, który kalał imię całej rodziny. Młodziutka, zaledwie osiemnastoletnia Astrid, zaszła w ciążę. A wszystko stało się jeszcze trudniejsze, gdy Astrid powzięła decyzję, że nie chce mieć nic wspólnego z ojcem dziecka. Z domu wyrzuciła się sama. Rodzice byli co prawda załamani, ale równie gotowi do udzielenia pomocy. Żadna siła jednak nie mogła powstrzymać Astrid, by miała pozostać w Vimerby "w tym środowisku żmij", bo nie pozostawiono na niej suchej nitki. Skandal wydawał się wszystkim niebotyczny. Astrid uciekła do Sztokholmu, gdzie zapisała się na kurs stenografii i maszynopisania, wynajęła stancję z innymi dziewczynami. Ze swoich problemów nie zwierzała się nikomu poza jedną osobą, która udzieliła jej pomocy. Przypadkiem w gazecie trafiła na wzmiankę o Evie Anden - adwokat, która broniła praw kobiet, szczególnie samotnych matek. Do niej się zgłosiła. Astrid za jej sprawą pojechała do Kopenhagi - tam rodziły samotne matki, by ich dzieci nie były objęte przymusem informowania władz i ewidencji ludności o narodzonym dziecku. Adwokatka znalazła rodzinę, w której przyszłej matce zapewniono pobyt i która to rodzina stała się rodziną zastępczą dla jej synka Larsa.

Astrid wróciła do Sztokholmu, wydawałoby się jako nastolatka, ale jej dusza naznaczona była już inną tożsamością. Stała się matką. Jej życie staje się walką o zapewnienie bytu synkowi, z którym jest rozłączona. Po różnych perypetiach, otrzymała posadę asystenta i redaktora w Królewskim Klubie Automobilowym. Warto dodać, że swe skromne pensje przeznaczała na bilety do Kopenhagi. Przez jeden z takich wyjazdów straciła nawet pracę, bo bez żadnego zwolnienia opuściła miejsce pracy, by jechać do synka. Czuła ulgę, że jej kochany malec wychowuje się w normalnej rodzinie, że doświadcza miłości.

Nie sposób wspomnieć o wizycie Astrid w domu dziecka. Jedna z jej koleżanek miała bardzo lekkomyślny stosunek do swej urodzonej córeczki, którą pozostawiła w domu dziecka i nigdy już jej nie odwiedziła. Astrid postanowiła to zrobić za nią. Tak wstrząsnął nią widok dzieci pozbawionych miłości:

     "Wewnątrz domu panował zaduch, smród moczu mieszał się z odorem stęchlizny. dzieci zachowywały się jakoś dziwnie. Rzuciły się na mnie. Przywiozłam torebkę cukierków dla Britt, bo tak się nazywała dziewczynka. Wychowawczyni wzięła je i rozdzieliła między dzieci. Ale nie dla wszystkich starczyło. jeden chłopczyk był tak zawiedziony, że rzucił się na podłogę i uderzył o nią głową. Po chwili zerwał się i krzycząc, zrobił to samo, w skrajnej rozpaczy!
       Wzięłam Brittę w objęcia. Siedziała, cały czas jęcząc, nie powiedziała ani słowa. Gdyby tylko mogła powiedzieć, czego się boi i czym się martwi! To wyglądało zupełnie tak, jak gdyby chciała powiedzieć "Właściwie to bardzo się tu boję być, a jeszcze bardziej boję się powiedzieć, dlaczego się tego boję.""

*M. Stromstedt, Astrid Lindgren. Opowieść o życiu i twórczości, przeł. A. Węgleńska, Warszawa 2015, s. 181.

Kiedy w grudniu 1929 roku dowiedziała się, że zastępcza matka jej synka jest chora i nie może się dłużej nim opiekować, a on sam jest przekazywany z miejsca do miejsca, w jej serce wlany został smutek na zawsze. W końcu zabrała syna do siebie, a Hanna, jej matka, zdecydowała, że Lars nie może wychowywać się na stancjach i w 1930 obydwoje zawitali do Nas, wzbudzając wśród mieszkańców kolejny skandal. Lokalnej sprzedawczyni nie mogło przejść przez gardło słowo panna, gdy się zwracała do młodziutkiej mamy.

Nas jak wcześniej było rajem dla małej Astrid, teraz stało się krainą szczęśliwą dla jej synka. Mógł się wałęsać, gdzie tylko chciał. Gdzie była jego liczna rodzina i gdzie wszyscy go kochali. Lasse pozostał, a Astrid kontynuowała pracę w Sztokholmie, gdzie poznała swego przyszłego męża, który był jej przełożonym.

Życie na Vulcanusgatan z mężem, dzieckiem, przyjaciółmi, dorywczą pracą dawało jej poczucie bezpieczeństwa. W 1934 pojawiła się córeczka Karin, ta która wymyśliła Pippi, ta od której zaczęła się pisarska przygoda jej mamy. Astrid wypłynęła na szerokie wody. I choć Pippi przez dorosłych była bardzo krytykowana, zyskiwała sympatię dzieci na całym świecie. Dla dorosłych demoralizująca o niechlujnym języku, wulgarna, bez zasad; dla dzieci zabawna, z ciekawym życiem, prawdomówna, błyskotliwa.  Astrid dostawała setki listów od dzieci z całego świata. 

Książek Astrid Lindgren przybywało, a ona stała się chyba najbardziej rozpoznawalną dziecięcą pisarką. A prywatnie? Mimo bogacenia się, którym była przerażona, żyła skromnie i nigdy nie inwestowała. Nie kupiła sobie domu, żyła prosto i skromnie.  Największą "fanaberią", na jaką sobie pozwoliła było kupno i odrestaurowanie domu dzieciństwa, gdzie teraz mieści się muzeum. Mieszkańcy Vimerby byli z niej dumni...


Przez lata chwile izolowania się od ludzi i samotności, były coraz cenniejsze. W 1969 zmarł jej ojciec, a ona  zanotowała w dzienniku, że jak pusto zrobi się na ziemi po odejściu tak kochanego, i tak dobrego i serdecznego do szpiku kości człowieka. Matka zmarła osiem lat wcześniej.  W 74 w jej sercu powstaje kolejna pustka po śmierci brata Gunnara. Między nimi więź była szczególna. 


Życie po 70, na emeryturze było szczególne. To czas, gdy proszono Astrid by włączała się w różne akcje. Bolała nad przejawami rasizmu, odbierała nagrody, była melancholijna, ale w smutek nie popadała. Nie zabiegała o popularność, ba, nawet jej nie chciała, a ona nie malała, a nabierała w siłę. Sława... a za nią idące pieniądze. Jej mieszkanie na Dalagatan nie zmieniało się od lat czterdziestych. 

"Jakie życie jest dziwne - wzdycha dziewięćdziesięcioletnia, odrobinę zmęczona Astrid. - Tak niesamowicie krótkie, a mimo to tak strasznie długo się wlecze".

*M. Stromstedt, Astrid Lindgren. Opowieść o życiu i twórczości, przeł. A. Węgleńska, Warszawa 2015, s. 317.

W 1993 Astrid uległa wypadkowi. Samochód prowadzony przez Larsa wpadł na skalną ścianę. On sam wyszedł bez szwanku, ale Astrid miała poważne obrażenia. Prasa wybuchła lamentem. Jej poczucie humoru nie opuściło, żartowała, że w szpitalu uczestniczyła w Wielkim Biegu Bab. 

Z biegiem lat Astrid Lindgren straciła wielu przyjaciół i bliskich, umarł również jej syn, po śmierci którego trudno było się jej pozbierać.


28 stycznia 2002 roku Astrid Lindgren zasnęła  spokojnie w swoim mieszkaniu na Dalagatan. Gdy nastał wieczór pod jej mieszkaniem zgromadziło się kilkaset osób. 

Biografia pisarki została przeze mnie skrócona maksymalnie. Do tych kilku zdań. Ale zachęcam wszystkich do jej przeczytania. Znajdziemy o wiele więcej wspomnień, ciekawostek, wzruszeń, nostalgii, podziwu.



    Astrid Lingdren w zupełności nie obchodzili dorośli czytelnicy. Za to od pierwszych zdań do tej pory łapie za serduszka małych czytelników. Wchodzi z nimi  w szczególny kontakt i już go nie traci.
      A czy dziś dzieci potrzebują anarchistycznej i potrzebującej swobody i wolności Pippi?




sobota, 19 listopada 2016

Alfabet reż. E. Wagenhofer

    
„Alfabet” reż. Erwin Wagenhofer, Austria/Niemcy 2013, 107 min.



        Na ten film czekałam od dawna. W końcu jest, dotarł!!! I choć dziś miałam ręce pełne roboty, bo przygotowywałam przyjęcie urodzinowe Kacperka, to nie mogłam się oprzeć pokusie... Moje biuro, moja pracownia jest w kuchni :). Da się myć gary, piec ciasto i słuchać o tym, co mnie pasjonuje :). Kłaniam się temu, kto wymyślił podcasty ;). Choć dziś nie mogłam oderwać się od ALFABETU.

sobota, 2 kwietnia 2016

Szkoła nie nauczy języka obcego!

W szkole nie nauczysz się języka obcego!!! Za to zdobędziesz barierę w mówieniu, walizkę nikomu niepotrzebnej gramatyki. No i test może napiszesz!!!

niedziela, 31 stycznia 2016

W jaki sposó pozbawiamy rozumu własne dzieci?


        Czekam na swoją wizytę u dentysty. Mam ze sobą książkę, ale nachodzi mnie silna pokusa, by zamiast czytać, pograć na telefonie. Wspominam książkę Spitzera i telefon odkładam na bok.

wtorek, 28 stycznia 2014

Czytanie globalne- porady i wskazówki

       Z niecierpliwością czekałam aż dotrze do mnie książka p. Marii Trojanowicz - Kasprzak:

(Internet)
I oto dziś jest! Zwykle przy chłopcach nie mogę czytać, ale nie czekałam na ich nocny sen, a czytałam w międzyczasie (a to nie takie proste przy półtoraroczniaku, którego ulubioną zabawą jest wspinanie się, na co się da). Za to Miki z zainteresowaniem zajął się przeglądaniem płyty dołączonej do książki i "pomagał" dzieciom odczytywać znajome sobie wyrazy. Jestem zafascynowana metodą globalnego czytania i lubię tego typu pozycje, których nie ma za wiele.
      I cóż można powiedzieć? Oby więcej takich pedagogów w naszych szkołach i przedszkolach jak autorka tego poradnika (a chyba niestety jest przeciwnie - takie mam wrażenie)! W poradniku możemy poczytać o realizacji rewolucyjnej metody globalnego czytania, o doświadczeniach autorki, ale także o opiniach rodziców.  Interesująca, zarażająca entuzjazmem pozycja. Mnie szczególnie urzekła historia o trollach i piszących do nich dzieciakach. Świetny pomysł. Chyba w odpowiednim czasie też z niego skorzystam :).

     Mamy też książeczki p. Marii "To ja ci mamo poczytam", obydwie części.
(Internet)
(Internet)
Chłopcy je uwielbiają - i poziom O, i poziom 1. Miki część już opanował (wyciągam po jednej książeczce i jeszcze nie wszystkie są w użyciu). I ostatnio zauważyłam, że chyba dzięki tym książeczkom z onomatopejami rozwija się mowa Filipka. Nigdy go nie prosiłam o powtarzanie. A któregoś razu sam podekscytowany zaczął naśladować kozę i owcę. Innym razem węża. Sam przynosi książeczkę, pakuje się na kolana i domaga się czytania. Zaczynamy czytać, a Miki zza ściany głośno deklamuje tekst książeczek :).

         Nauka czytania metodą globalną to wspaniała zabawa!
      

piątek, 13 grudnia 2013

Wczesna, a raczej późna edukacja

           Jak zaczęła się nasza wczesna edukacja? Nawet dobrze nie pamiętam głównego bodźca, choć było to ze trzy miesiące temu. Wiem jedno - zdecydowanie za późno. Fifi ma  rok i trzy miesiące, Miki trzy lata i cztery miesiące. A wczesne nauczanie (świadome!), a raczej wspomaganie rozwoju powinno rozpocząć się już od urodzenia. I nie ma w tym deka przesady, jak wiele osób twierdzi. Jestem o tym święcie przekonana. 
          Właściwie z tematem globalnego nauki czytania metodą Glenna Domana zetknęłam się, gdy Miki miał kilka miesięcy, ale wtedy do tematu nie podeszłam za bardzo profesjonalnie, bo zrezygnowałam po poczytaniu niezbyt mądrego forum. Bardzo tego żałuję. Jednak teraz uzbrojona w całkiem inne lektury, zafascynowana niezwykłymi możliwościami dziecięcego mózgu, z ogromnym entuzjazmem i radością pragnę towarzyszyć swoim pociechom i pomagać im poznawać świat. Blog ten nasze poczynania będzie dokumentował.
          Moją intencją jest również popularyzowanie wczesnego wspomagania rozwoju dzieci, bo każdy z nas - rodziców i pedagogów powinien wykorzystywać niezwykłe możliwości dziecięcego mózgu, by swym latoroślom ułatwić wypłynięcie na głębsze wody. 
         Zainteresowanych zachęcam do lektury niezwykłego poradnika (zaglądam do niego ciągle i ciągle), od którego rozpoczęłam ja swoją edukację o edukacji. Miałam również przyjemność skonsultowania się ze współautorką tej książki, która wraz z mężem prowadzi  Poradnię Psychologiczną Hipokampus. Istnieje możliwość konsultacji online.


           Naszej wspólnej nauce przyświeca motto:
„Zabawa jest nauką, nauka – zabawą. Im więcej zabawy, tym więcej nauki”.
                                                                                                          Glenn Doman

Zapraszamy do wspólnej zabawy!