Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Matematyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Matematyka. Pokaż wszystkie posty

sobota, 18 czerwca 2016

Najlepszy prezent i jak nauczyć dzieci historii

           Za kilka dni dotrze do nas kolejna paczka z zamówionymi książkami, podczas gdy nie pochwaliliśmy się prezentami na Dzień Dziecka. A co mogli dostać chłopcy?


No dobra, nie same książki. Jeszcze traktory.



Największa z książek (formatem), wspomagająca liczenie, przedstawiająca ciekawostki matematyczne o 365 pingwinach. Historia zaczyna się od jednego pingwina, który przybywa do pewnej rodziny i tak z każdym dniem pingwinów przybywa.











Kolejna książka także wspomaga naukę liczenia tym razem do100. Nie wiadomo kiedy i do setki jest policzone, bo nie jest to suche przeliczanie, a oparte na pewnej wciągającej historii. Dzieci się nie nudzą.







             Idziemy dalej. Tym razem też liczenie, ale i poznawanie ptaków. To co nas teraz wciąga najbardziej. Rzecz się dzieje na pewnej jabłoni. W każdym tygodniu przysiada na nią inny ptak, drzewo się bardzo zmienia w ciągu roku. Zmieniają się i ptaki, i warunki, w których przyszło im zdobywać pożywienie. Ta książka z pewnością jeszcze zagości na blogu, bo realizujemy z nią pewien "ptakowy" projekt.










         Jeśli mówimy o ptakach, to nie możemy w żadnym wypadku pominąć tej książki:



Potwierdzam, że jest to encyklopedia dla całej rodziny. Piękne fotografie ptaków, wiele ciekawostek, cud miód i orzeszki. Moi ornitolodzy nie mogli by jej nie mieć.



Kolejne cudo także z wydawnictwa Multico. Też nie możemy jej nie mieć. Z pewnością będzie długo służyła. Wspaniała, zachwycająca, świetna. Łał! Spójrzcie sami :)












Powyższa książka to prawdziwa skarbnica wiedzy przyrodniczej każdego ciekawego szkraba.

A teraz skacząc od przyrody do historii... wspaniała sprawa, by zachęcić dziecko do poznawania historii, pewnie przede wszystkim dla dzieci ciut starszych, ale kto zabroni poznawać historię Polski sześciolatkowi czy czterolatkowi. Poszczególne opowiadania zachęcają do dyskusji i sięgania dalej i dalej. Książka nadaje się także do czytania przed snem, bo w wciągający sposób przemyca wiedzę historyczną.










     A teraz coś lekkiego do poczytania. Jedna z całej kolekcji o przygodach Petssona i Findusa.










I nasza książka na teraz. Połkniemy ją w najbliższych dniach. Jako miłośnicy Neli nie możemy nie posiadać jej ostatniej książki:



czwartek, 19 marca 2015

Książek Astrid Lindgren ciąg dalszy


           Moje dzieciątka pokochały Emila, Idę, Lottę i jej rodzeństwo i dzieciaki z Bullerbyn. Idąc dalej tym śladem zakupiliśmy "Przygody Madiki z Czerwcowego Wzgórza" (do czytania na najbliższe dni):




Zaczęliśmy czytać o Nilsie Paluszku i już nam bardzo się podoba. A w książce wiele opowieści o dzieciństwie, o tym co dzieci zasmuca, a co cieszy.


Spójrzcie, jaka zachęcająca ilustracja:



Miki był zasmucony, że już więcej przygód cudownego Emila nie mamy, a tu niespodzianka: znaleźliśmy książeczkę "Mała Ida też chce psocić". Ale lektura ta ma jedną wadę... jest za krótka. Zdecydowanie za krótka. A w niej  jak zawsze prześmieszna przygoda/psota małego Emila z udziałem barana i Mai  Borówki i pierwsza psota słodkiej Idy. Chyba do czegoś się przyznam... Przyszła przesyłka z książkami. Starsze smyki na wyjeździe z tatą, niemowlak śpi, a ja co? Zamiast w tym czasie doprowadzać dom do jako takiego ładu, wywiesić pranie zalegające w pralce, wrzucić coś do garnka,  już nie mogłam się doczekać, coby zapoznać się z nową lekturę. Siadłam i przeczytałam i się pośmiałam. Zdziecinniałam? No ale podobno rodzice są na takim poziomie co ich dzieci. A potem znowu nie mogłam się doczekać, coby zapodać moim słuchaczom lekturę i cieszyć się ich wrażeniami i tymi rozdziawionymi buźkami. Przeczytajcie sami!





I ulubiony fragment Mikiego:




Inne nasze nowości. Popularna książka Tulleta, świetna do zabawy:




"Wojna liczb" -  dla czytelników zainteresowanych liczbami:





I kolejna książka Mizielinskich w naszym księgozbiorze. Rewelacja.  Okazja do liczenia, liczenia, liczenia, przeliczania i liczenia. Zajęcie akurat dla Mikołaja, który ciągle liczy (nawet podczas załatwiania potrzeb fizjologicznych z łazienki dobiega: 1,2, 3... i potem w wersji po angielsku, i tak w kółko). 





"Masz Mikołaju i licz do woli" :) -  powiedziała mama, by zaspokoić potrzeby syna.  I liczy, i jest przeszczęśliwy.  I pewnie nic w tym dziwnego, że mały Filipek już zaczyna powtarzać cyfry po kolei (choć pewnie w tym nie ma jeszcze liczenia). I mówi: "Czytaj o jedynkach" ("Wojnę liczb").
W przypadku "Mam oko na liczby" można się też świetnie bawić. Wystarczą dwie osoby. Otwieramy na przykład na cyfrze siedem i liczymy na zmianę. A to jest tego siedem. I kolejna osoba. Kto już nie potrafi znaleźć czegoś w liczbie siedmiu, ten przegrywa. Zabawa wciąga. I chociaż w oczach już się pstrzy, i liczy się i liczy, to jednak tego liczenia nigdy dość. Jednym słowem polecamy.














środa, 11 marca 2015

Fascynująca matematyka

         


         Matematyka... zmora wielu uczniów. Moja również, a to chyba wina mojej nauczycielki z podstawówki, potem w liceum też nie było rewelacji. I tym sposobem ta nienawiść ciągnęła się wiele lat. Do dziś mam koszmary senne...
            Chcę wspierać swoje dzieci w matematyce, by pokochały tę naukę (a ja może poznam przedmiot na nowo, gdy wraz z dziećmi przejdę przez różne szczeble ;)). I lubimy się bawić w liczenie.
            Miki odkąd zaczął liczyć biegle do 10, wprowadziłam cyferki. I z nimi było różnie, myliły się. Dlatego wymyślałam różne zabawy. A to gra w ponumerowane kręgle, a to zabawa w rybki, która przyjęła się na dłużej. Z jajek po kinderniespodziance zrobiliśmy sobie rybki (11), w każdym jajeczku znajdowała się karteczka z cyfrą od 0 do 10. Rybki sobie pływały, trzeba było je złowić. Po wyjęciu z wody należało wyjąć karteczkę z cyferką i włożyć z powrotem w rybkę, tyle robaczków (pocięte słomki), ile sobie życzyła tego rybka. W ten sposób się najadała  i wskakiwała z powrotem do wody. Dopiero ryba wyłowiona z robaczkami w środku mogła wylądować na patelni.




             Ale chyba najskuteczniejszym sposobem na utrwalenie cyferek okazała się .... umiejętność operowania pilotem. I tu słowo wyjaśnienia. Podczas mojej nieobecności (przedporodowe i poporodowe pobyty w szpitalu) moje dzieci oglądały bajki.... (yhm..) I tak się rozwydrzyli, że dopiero się odzwyczaili, długa to była ta walka z tv. Ale nie ma tego złego. Miki włącza tacie kanał, jaki tata zechce. "Miki pięć, Miki 9". Jeszcze czasem myli się 6 z 9. A włączenie 29 (TVP abc) to z zamkniętymi oczami.
           Rozpoczęliśmy kolejny szczebel - pierwsze próby dodawania i odejmowania. I już tu zaczęłam się frasować, jakby tu zacząć wprowadzać nastki, gdy Miki całkiem sam zaczął liczyć do 15 -16. Potem jest już chaos. Niedługo zacznę z nim pracować na tablicach Seguina, to sobie utrwali i pozna zapis graficzny. Miki liczy i liczy. Kilka razy w ciągu dnia liczy kilka razy pod rząd. Już wszyscy wujkowie i wszystkie ciocie wysłuchały ciąg:
Rok temu liczył do 5.
          Matematyka jest obecna codziennie. A to Miki próbuje pisać, liczy w książkach coś, podczas zabawy w sklep i wielu innych codziennych sytuacjach.
- Mikiś podaj mi 3 marchewki.
- Wsyp 8 łyżek.
- Mikiś podaj 6 jajek.
- Mikiś ile kupimy serków, by starczyło dla was i dla Jasia?
- Mikiś a jak Filipek miał 5 cukierków i zjadł dwa, to ile mu zostało?
Moje dziecię jest ciągle bombardowane tego rodzaju pytaniami i o dziwo nieznudzone przelicza, przynosi, podaje i odpowiada.

 
  Tu układa puzzle w pary, potem układa po kolei od 1 do 10.



              A w podróży albo pod drzwiami lekarza polecamy liczenie z Czuczu:


              Matematykę może zrozumieć każde dziecko, tak jak przyswoiło język ojczysty, tak zapozna się i z językiem matematycznym. Dlatego wprowadzajmy go codziennie naszym dzieciom. Dzieci uczone w domu w przyjaznej atmosferze są  w stanie zrozumieć i nauczyć się o wiele więcej niż to, co proponuje szkoła i program nauczania. Matematyka może pojawiać się mimo woli i bez przygotowywania pomocy dydaktycznych. Można liczyć wbijane jajka do ciasta, szacować, ile trzeba zrobić kroków by dojść tu i tu, odczytywanie, na które piętro się jedzie, ile potrzeba sztućców do obiadu, ile jest schodów, mierzyć centymetrem, czego jest więcej, ile nóg mają dwa psy, czego mniej i wiele wiele innych, co komu przyjdzie do głowy. W kuchni najłatwiej się nauczyć matematyki.
Pomóżmy dzieciom pokochać matematykę, by stała się fascynującą przygodą, a nie powodem koszmarów sennych.

poniedziałek, 14 lipca 2014

Matematycznie

        Miko liczył od 1-8, dalej ani rusz. Ale ciągle ćwiczyliśmy i jest, udało się, liczy do 10. Z tymże czasem coś pomyli, być może zbyt szybko mówi i bywa, że trzeba coś sprostować. Liczy do 10 i poznaje cyfry w zakresie 0-5.Najszybciej zapamiętał pięć, bo piątka przybija mu zawsze "piątki". Cel: wszystko, co potrafi, musimy utrwalać.
        Syn z początku używał Montessoriańskich belek numerycznych, schodków z koralików i szorstkich cyferek, ale szybko mu się znudziły. Aż któregoś razu zaczął ich używać jako piły motorowe. Skorzystałam z jego zainteresowania i tak nasze belki to piły motorowe :), odpowiedni z jednym silnikiem, dwoma, trzema itd. i coraz to mocniejsze do zadań specjalnych. Każdej przyporządkowany jest "zapalnik" (czytaj sznur koralików). W ten sposób mamy sklep z piłami, najpierw je układamy w kolejności, potem zapalniki do nich, a szorstkie cyfry służą do zapłaty. Przy płaceniu trzeba "objechać" palcem cyfrę. Dodam tylko, że zabawa ma wzięcie po dzień dzisiejszy i już się nudzi (ale tylko mi :)). 
              

              A tak poza tym  to czytamy i liczymy:



           Kolejną  książka bardzo mi się nie podobała przez samo logo Hello Kitty, ale Miki ją sobie wybrał w sklepie z tanią prasą. Okazała się dla nas świetna, bo to przy niej Miki zaczął liczyć i ciągle chętnie do niej wraca i to z przyjemnością.


     Pierwsze próby pisania cyferek w książeczce z kartkami suchościeralnymi:








           Na koniec interesująca pozycja przy nauce liczenia od Clementoni Mówiące Pióro - Liczby. Na poszczególnych planszach są zadania, które są ułożone ze względu na poziom trudności, od tych podstawowych po coraz bardziej zaawansowane. Czy zadanie zostało poprawnie wykonane, informuje nas mówiące pióro. Gra tania, warta polecenia. Jedyna wada to plansze - zwykłe cieniutkie kartki, które pewnie szybko się zniszczą. Mogłyby być zdecydowanie sztywniejsze i trwalsze.
 






        Może nie pracujemy - bawimy się systematycznie, raczej takim skokami, ale liczyć, liczymy często, niemal codziennie. Podczas spaceru, obiadu. Liczymy wszystko, kiedy się da.