Miki był za duży na domanowskie kropki, więc edukację matematyczną rozpoczęliśmy jesienią od liczenia wszystkiego: żołędzi, kamieni, liści, patyków, cukierków, fasoli itd. To znaczy ja liczyłam a Miki słuchał, bo z liczeniem u niego było dobrze do dwóch, a potem to już wszystko mogło być.
Jakiś czas temu udało mu się świadomie policzyć do trzech :), a dziś niespodzianka, policzył jogurty, których było 6. Chciałam go sprawdzić i rozłożyłam przed nim 10 książeczek (matce ciągle mało ;)) i liczy do 8, potem już się myli. Ale to i tak już ogromny postęp. I teraz ciągle coś liczymy, bo to sprawia Mikołajowi frajdę. Na filmiku Miki liczy do 5:
Muszę teraz przygotować jakieś "mądre pomoce" by utrwalić mu to liczenie, ale z wprowadzeniem cyfr poczekam chyba jeszcze chwilkę. Czy wprowadzać? Sama nie wiem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz